headerimg

Staropolskie zwyczaje wielkanocne

Wielki Post naszych przodków był czymś zupełnie innym niż post współczesny, który jest już bardziej symbolem niż postem. Zaczynał się tak jak obecnie od posypania popiołem głów wiernych w Środę Popielcową. Popiół przypominał ludowi, że kiedyś zostanie z nich tylko proch. W okresie baroku nastąpił jakby nawrót do wartości średniowiecza i wrócono do jego haseł tj. Memento Mori (pamiętaj o śmierci) lub Vanitas vanitatum et ominium vanitas (marność nad marnościami wszystko marność). Kościoły były wtedy pełne. Jędrzej Kitowicz (1728 – 1804) w swoim dziele pt. „Opis obyczajów za panowania Augusta III” pisze „ że nawet chorzy, nie mogący dla słabości przyjąć popielcu w kościele, prosili o niego, aby im był dany w łóżku”. Na początku postu rozdawano też ubogim resztki z zapustnych biesiad.

Kobiety na okres postu ubierały się skromniej oraz używały czarnej biżuterii z agatu, hebanu lub onyksu, oprawionej w srebro. W tym okresie nie grano skocznej muzyki. Jeżeli już coś grano to tylko smętne dumki lub nokturny. Dzieci też odczuwały umartwienia postne. Zdarzało się, że na okres postu chowano im zabawki, zostawiając tylko te najskromniejsze lub najbardziej zniszczone, a na dobranoc dzieci zamiast bajek słuchały żywotów Świętych.

Ze względu na dużą liczbę dni postnych w roku (sto kilkadziesiąt) oraz na surowość w przestrzeganiu postów, charakterystyczne dla książek kucharskich z XVII w. było konsekwentne odróżnianie potraw postnych od pozostałych. Surowo przestrzegano nie tylko tego co jedzono, ale też ile jedzono. Taka skrupulatność sprawiała, że nawet zamożni ludzie po prostu głodowali w czasie postu.

Ścisłym zakazem spożywania było objęte nie tylko mięso i jego przetwory ale też masło, mleko, ser, jaja. Chleb smarowano powidłami a nie masłem lub maczano go w oliwie, a zamiast deserów jedzono mało słodkie ciasteczka nazywane „wiekuistymi” dlatego, że nadawały się do spożycia nawet pół roku po upieczeniu. Stanisław Czerniecki autor pierwszej polskiej książki kucharskiej z 1682 roku pt. „Compendium ferculorum czyli zebranie potraw” zalecał, żeby w dni postne sosy zagęszczać nie jajkami tylko mąką.

Ścisłe przestrzeganie postu sprawiło, że w polskiej kuchni postnej pojawiło się mnóstwo potraw z ryb. Wspomniany już Stanisław Czerniecki w „Compendium ferculorum…”, potrawy z ryb potraktował jako jeden z podstawowych działów sztuki kulinarnej. W kuchniach bogatych magnatów, kucharze starali się jak najbardziej urozmaicić postne menu przez wymyślanie coraz bardziej wyrafinowanych potraw z ryb. Hiacynt Przetocki (1599 – 1655) jezuita i poeta barokowy w poemacie „Postny obiad albo zabaweczka” pisze, że na stołach magnackich pojawiały się śledzie, czeczugi, kiełbie, jesiotry, szczupaki, karpie, łososie, węgorze, ryby w rosole oraz zapiekane w kruchym cieście. Jako ryby wymienia też minogi i ślimaki.

Jak skłonna do dewocji siedemnastowieczna szlachta polska skrupulatnie przestrzegała postu niech zaświadczy relacja niemieckiego podróżnika Ulryka Werduma (1632 - ?), który w latach 1671 – 1672 przebywał w Polsce. W swojej relacji opisał on przygodę księcia Bogusława Radziwiłła ( jednego z bohaterów „Potopu” Sienkiewicza).

Gdy Bogusław Radziwiłł przebywał na Mazurach to sam jadł i kazał jeść swoim dworzanom mięso w czasie postu. Tak to rozgniewało pobożną szlachtę mazurską, że chcieli zabić księcia i jego świtę uważając to za mniejszy grzech niż patrzenie jak ktoś łamie post. Werduma pisze też, że na Łowiczu byli straszliwie wyklinani przez ludzi tylko za to, że w piątek jedli ser.
Jak widać poszczenie w dawnej Polsce nie było łatwe, dlatego nie powinniśmy się dziwić żarłoczności naszych przodków w okresach kiedy mogli do syta jeść co chcieli i ile chcieli.


 W chrześcijańskim kalendarzu pierwszym dniem Wielkiego Postu jest Popielec, czyli Środa Popielcowa dawniej zwana też Wstępną Środą. Nad ranem wracano z zapustnych zabaw z karczmy, gdzie o północy wysypywano popiół lub wnoszono śledzia, co oznaczać miało początek postu. Już od świtu gospodynie czyściły popiołem garnki i patelnie z resztek tłuszczu zwierzęcego. W  Środą Popielcową podczas nabożeństwa kościelnego kapłan posypuje głowy wiernych popiołem ze spalonych ubiegłorocznych palm wielkanocnych, co przypominać ma o śmierci i przemijaniu. Wśród ludu panowało przekonanie, że jest to popiół z kości zmarłych. W wierzeniach ludowych taki proszek miał różnorakie właściwości lecznicze. Dawniej do kapłana podchodził tylko senior rodziny, któremu posypywano głowę oraz wsypywano popiół w modlitewnik, którym po przyjściu do domu w uroczysty sposób posypywał głowy reszcie domowników, czyli „dawał popielec”. Innym popielcowym zwyczajem było także obnoszenie po wsi garnka z żurem (tradycyjne danie wielkopostne) a w domach i karczmach wieszano śledzia lub jego szkielet. Żur i śledź były symbolami postu. Te dwie uprzykrzone potrawy żegnano z radością dopiero w Wielki Czwartek lub Wielką Sobotę. W wielu regionach istniał zwyczaj „wybijania żuru” -  rozbijano garnki z żurem wymieszanym z błotem, wapnem i brudną wodą. Zwyczaj ten miał dwojakie znaczenie: symboliczne pożegnanie się z żurem spożywanym przez cały okres Wielkiego Postu, ale także była to forma zalotów, ponieważ garnki rozbijano o progi tym domostw, gdzie mieszkały młode dziewczęta.

W połowie Wielkiego Postu obchodzono Półpoście (Śródpoście), kiedy zawieszano na jeden dzień surowe reguły wielkopostne. W środę, gdy „ważył się post”, młodzi chłopcy ogłaszali to chodząc po wsiach i miasteczkach z głośnymi terkotkami oraz kołatkami krzycząc „półpoście Mości Panie/Mości Pani”. Obchodzono wówczas także zwyczaj „wybijania półpościa” – młodzi chłopcy rozbijali garnki z popiołem o drzwi domostw, w których mieszkały panny. Stąd też potoczna nazwa tego dnia – Dzień Garkotłuka. Następnego dnia wracał nastrój powagi i wyciszenia.

Wielki Post kończy się w Niedzielę Palmową, zwaną także Kwietną lub Wierzbną. Jest to upamiętnienie wjazdu Chrystusa do Jerozolimy. Na pamiątkę tego wydarzenia święcone są zielone gałązki zwane palmami – symbole życia i sił witalnych. Poświęconymi palmami kropiono dom, uderzano się nimi nawzajem, połykano także bazię (kwiat wierzby). Zabiegi te miały zapewnić zdrowie i powodzenie. Poświęcone palmy wtykano także na pola, w celu ochrony zasiewów i plonów przed gradem, suszą i powodzią. Palmami obijano także drzewka owocowe, aby dobrze rodziły. Przed pierwszym wyjściem na pastwisko palmą uderzano także każda krowę. Miało to zapobiec psuciu i podbieraniu mleka przez czarownice oraz zapewnić, że krowy będą się dobrze pasły i doiły.


 „Turki” to nazwa regionalna, rozpowszechniona szczególnie w Polsce południowo-wschodniej, oznaczająca straże pełniące wartę przy grobie Chrystusa w okresie od czasu złożenia ciała Jezusa w ciemnicy w Wielki Piątek aż do rezurekcji w Wielką Niedzielę.

Nie do końca znana jest geneza tego zwyczaju. Przypuszcza się, że tradycja ta pochodzi od zakonu Kanoników Regularnych Stróżów Grobu Chrystusowego zwanego Bożogrobcami, którzy już od XIII wieku szerzyli w Polsce kult grobu Pańskiego, a na terenach dzisiejszego Podkarpacia prowadzili w późniejszych wiekach działalność misyjną.

Jednakże zgodnie z legendą pochodzącą z Radomyśla nad Sanem zwyczaj tez wiąże się z odsieczą wiedeńską Jana III Sobieskiego. Wracający z wojny żołnierze mieli według tradycji przybyć do swoich miejscowości w zdobycznych, tureckich strojach właśnie w okresie Wielkiej Nocy i zaciągnąć wartę przy grobie Chrystusa w podziękowaniu za ocalenie.

Każdy odział „Turków” ma swoje własne mundury. W niektórych miejscowościach mundury do dzisiaj zdobione są ornamentami tureckimi, a oddziałem dowodzi basza. Dla strojów „Turków” charakterystyczne są wysokie nakrycia głowy, zwane czakami przybrane bogato kwiatami z bibuły i papieru oraz piórami. W wielu miejscowościach stroje straży grobowej nawiązują do historycznych mundurów wojskowych. Niektóre oddziały noszą typowe rzymskie stroje. Tak jak różnorodne jest umundurowanie „Turków”, tak i ich uzbrojenie jest rozmaite. Jednakowe szable są rzadkością. Często są to oryginalne szable z XIX i XX wieku, pozyskane od stacjonujących dawniej w tej okolicy oddziałów wojskowych. W innych miejscowościach strażnicy mają z kolei piki. Należy pamiętać, że każdy element stroju i uzbrojenia ma swoje znaczenie.

W poszczególnych miejscowościach obrzęd pełnienia straży przez „Turków” wygląda podobnie. W Wielki Piątek warta zaciągana jest przy grobie Chrystusa, wartownicy zmieniając się pełnią ją aż do rezurekcji. Ich stroje są wówczas „żałobne”, dopiero w Wielką Niedzielę ubierają kolorowe czapy i ozdabiają swoje mundury sznurkami i pomponami. W Wielką Niedzielę przed kościołem urządzane są parady „Turków”, którym towarzyszy miejscowa orkiestra. W wielu miejscowościach w Wielką Niedzielę oraz Poniedziałek Wielkanocny „Turki” chodzą po wsi odwiedzając gospodarzy i prezentując musztrę na ich podwórzach.

Zwyczaj ten jest wciąż żywy na podkarpackich wsiach, szczególnie w okolicach Przeworska i Leżajska. W Grodzisku Dolnym koło Leżajska w pierwszą niedzielę po Wielkanocy organizowana jest Ogólnopolska Parada Straży Wielkanocnych. W 2007 roku w Grodzisku odsłonięto pierwszy w Polsce Pomnik Turka, wzniesiony w hołdzie tym, którzy byli i pozostaną wierni tradycji straży grobowych.