headerimg

Zapusty, czyli ostatnie szaleństwa karnawałowe

Zapusty (zwane także mięsopustem) to kilka ostatnich dni karnawału, trwające od „tłustego czwartku” do północy wtorku poprzedzającego Środę Popielcową.

Zapusty obchodzona głośno i hucznie: jedzono i pito ponad miarę, tańczono, swatano. W ostatnie dni zapustne, zwane diabelskimi lub ostatkami raczono się tłustymi słodkościami – racuchami, blinami i pampuchami oraz ciastem nadziewanym słoniną i smażonym na smalcu. Stąd pochodzi tradycja „tłustego czwartku”, który rozpoczynał „tłusty tydzień”, wieńczący karnawał. Dziś z bogactwa dawnych obyczajów pozostał tylko „tłusty czwartek”, w którym królują na naszych stołach pączki i faworki, czyli chrust.

W zapusty przebierano się także za postacie „nie z tego świata” i chadzano po wsi od domu do domu. Podczas zapustnych hulanek baby skakały „na len”, gospodarze zaś „na owies”, powiadając, że jak wysoko kto podskoczy, tak wysoki będzie miał len lub owies w tym roku. Zapustnym zwyczajem było także „ciągnięcie kłody”, polegającym na zmuszaniu niezamężnych panien i starych kawalerów do publicznego ciągnięcia drewnianego kloca.

W tłusty czwartek, jeszcze na początku XX wieku, bawiły się tylko kobiety, urządzając tak zwany „babski comber”. Najdokładniejsze przekazy dotyczące tego zwyczaju zachowały się jedynie na temat obchodów w Krakowie, gdzie przekupki urządzały na Rynku zabawę z pijatyką i tańcami.

Najważniejszym dniem zapustów był wtorek, znany w Polsce jako śledzik, ostatki czy kusaki. W Wielkopolsce i na Kujawach dzień ten nazywamy podkoziołkiem. W dzień ten bawiono się do północy, po czym po podłodze rozsypywano popiół – rozpoczynał się Wielki Post. Powiadano, że w zapustny wtorek za drzwiami karczmy stał diabeł i spisywał ludzi wychodzących z niej po północy.