O tym jak Ojciec Święty nakrzyczał na Polaków

Strategia kreowania obrazu Jana Pawła II w mediach „głównego nurtu” opiera się na sprzedawaniu lukrowanego („kremówki”) i laurkowego („papież kochał dzieci”) obrazu polskiego Papieża. Czasami tylko rozmaite agentury wpływu, realizujące plany destrukcji katolicyzmu nad Wisłą (choćby wynurzenia A. Dugina, kremlowskiego ideologa), sięgają do starych chwytów esbeckich, mających kompromitować osobę Karola Wojtyły. O istotnych, zwłaszcza dla nas, Jego rodaków, wątkach w nauczaniu Jana Pawła II ani słowa. Jeżeli już, to rytualnie przypomina się słowa wypowiedziane przez Następcę św. Piotra w 1979 roku na warszawskim Placu Zwycięstwa, przyzywające Ducha Świętego „na tą ziemię”.

Cenzura przez zagłodzenie działa. A przecież Ojciec Święty Jan Paweł II wypowiedział tak wiele ważnych, ciągle aktualnych słów o Polsce – jej historii, wyzwaniach chwili obecnej oraz nadziejach i zagrożeniach związanych z dobijaniem się narodu o wolność polityczną i kulturową. Te słowa charakteryzują się, co warto podkreślać, niezwykłą konsekwencją.


Gdy Ojciec Święty przybył w 1983 roku do Polski z drugą pielgrzymką, w kraju trwał jeszcze stan wojenny. Wtedy na Jasnej Górze papież mówił do nas, że „podstawowa prawda o wolności narodu” brzmi: „naród ginie, gdy znieprawia swojego ducha – naród rośnie, gdy duch jego coraz bardziej się oczyszcza”.


Czternaście lat później, w zupełnie innej rzeczywistości politycznej (choć akurat w Polsce w czerwcu 1997 roku rządziła jeszcze postkomunistyczna koalicja SLD - PSL) Jan Paweł II odwiedzając swoją Ojczyznę przypominał, że „ład wolności buduje się w trudzie”, a „prawdziwa wolność zawsze kosztuje”. Przestrzegał wprost i dosłownie przed budowaniem nad Wisłą „demokracji inspirowanej ideologią liberalną”. Papież głośno protestował wówczas przeciw „usiłowaniom wmawiania człowiekowi i całym społeczeństwom, iż Bóg jest przeszkodą na drodze do pełnej wolności, że wolności nie rozumie, że się jej lęka”.


Dwa lata później, przemawiając z wysokości swojego tronu ustawionego w Sejmie RP do parlamentarzystów, cytował napomnienia i przestrogi księdza Piotra Skargi, akcentował również już wcześniej formułowaną przez siebie diagnozę, że „demokracja bez wartości, wcześniej czy później przerodzi się w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm”.

Zamilczana pielgrzymka


Między pielgrzymkami papieskimi odbytymi w czasie PRL-u a tymi z końca lat dziewięćdziesiątych ostatniego wieku, jest jedna, systematycznie zamilczana w mediach, które od lat „ukremówkowują” Jana Pawła II. Chodzi o pierwszą pielgrzymkę papieża w III RP, która trwała w dniach od 1 do 9 czerwca 1991 roku. Dwa miesiące po niej runął Związek Sowiecki (sierpniowy „pucz Janajewa”), a w październiku 1991 roku odbyły się w Polsce pierwsze w pełni wolne wybory parlamentarne, które zakończyły wstępną fazę budowy podstaw politycznych III RP.


W tym przełomowym momencie przyjechał do Polski Jan Paweł II. Ku zaskoczeniu rodzimej „katolewicy” i tzw. lewicy laickiej papież nie przybył do Ojczyzny, by celebrować „dojrzałość Polaków okazaną przy okrągłym stole” i namaszczać swym autorytetem „ewolucyjną drogę dochodzenia do wolności”, egzorcyzmując jednocześnie „podpalaczy polskiego domu”, rodem z „polskiego piekła”, domagających się co rusz dekomunizacji i lustracji („porachunków i podłej zemsty”).


Nic z tych rzeczy. Następca św. Piotra przyjechał do Polski, by uczyć Polaków, że fundament swojej wolności mają osadzić na Dekalogu. Wprost piętnował więc ideologię jednej, słusznej gazety oraz jej „kościelnego suplementu” w postaci „Tygodnika Powszechnego”, która jako najważniejsze „zagrożenia” stające przed Polską po 1989 roku wskazywała zakusy polskiego Kościoła na „neutralność światopoglądową państwa” oraz perspektywę „powrotu demonów polskiej kato-endecji”. Zdecydowanie odrzucał również propagowaną przez te same środowiska ideologię „powrotu Polski do Europy” rozumianą jako podporządkowanie się Polski programowi agresywnego laicyzmu i hedonizmu.

Papież "nie zrozumiał wolności"


Nic dziwnego, że po pielgrzymce z 1991 roku na łamach „Gazety Wyborczej” nie szczędzono Janowi Pawłowi II gorzkich słów. Kreowano go nie tylko na człowieka, który „nie zrozumiał polskiej wolności”, ale jest dla niej poważnym zagrożeniem. Dawid Warszawski komentując papieskie nauczanie w Polsce w 1991 roku stwierdzał: „Europa chrześcijańska, Polska chrześcijańska, tak jak je definiuje Papież, możliwe są jedynie na gruzach Europy i Polski demokratycznej […]. To nie naród polski, lecz Kościół katolicki zdaje się marnować na naszych oczach historyczną szansę, szansę obecności w demokracji jako autorytet, doradca i pocieszyciel” (GW, 13 czerwiec 1991).


Jeszcze dalej w swoich przestrogach poszedł S. Mazurek, według którego „w antytotalitarnym i głęboko etycznym nauczaniu Jana Pawła II doszukać się można idei występujących w dwudziestowiecznych ideologiach totalitarnych oraz herezjach i doktrynach pretotalitarnych, znanych z historii średniowiecznej i nowożytnej Europy, np. u szesnastowiecznych anabaptystów czy w Kole Towiańskiego” (GW, 18 czerwiec 1991).


„Gazeta Wyborcza” jako tropicielka herezji i to w papieskim nauczaniu – trzeba przyznać smaczne. Również Adama Michnika długo prześladowała trauma słów wypowiedzianych przez Jana Pawła II w Polsce w 1991 roku, gdy Ojciec Święty przypominał o konieczności istnienia związku między wolnością a prawdą. Redaktor „Giewu” pisał w 1992 roku w tym kontekście: „przekształcenie polityki w obraz walki prawdy z nieprawdą grozi inwazją różnych fundamentalizmów i destrukcją ładu demokratycznego” (GW, 7 – 8 listopad 1992).


Nauczanie Jana Pawła II w Polsce u progu III RP było zaprzeczeniem promowanej przez warszawsko-krakowską laicką lewicę „pedagogiki strachu i podejrzliwości” wobec narodu jako takiego, w szczególności zaś narodu polskiego.

"Tylko prawda czyni wolność"


W Lubaczowie 2 czerwca 1991 roku Jan Paweł II podkreślał, że Bóg „chce swoją świętością ogarnąć nie tylko poszczególnego człowieka w jego wymiarze prywatnym, ale również rodziny całe i inne ludzkie wspólnoty, również całe narody i społeczeństwa”. Polski Papież był tutaj kontynuatorem wielkiego nauczania Prymasa Tysiąclecia, dla którego drogą Kościoła w Polsce był naród – „rodzina rodzin”.


Warto też przypomnieć słowa Jana Pawła II wypowiedziane do Wojska Polskiego w Koszalinie 1 czerwca 1991 roku o tym, że „Polacy byli zawsze narodem rycerskim. Nie szukali wojny, nie prowadzili na ogół wojen zaborczych, ale umieli bohatersko walczyć w obronie zagrożonej wolności i niepodległości”. Zestawmy je z wtłaczaną obecnie z każdej strony „pedagogiką wstydu” z Polski i polskości, „polskiego antysemityzmu”, etc. To z tego powodu w GW skarcono Jana Pawła II za „mesjanizm”. Wystarczyło tylko przypomnienie przez papieża chlubnych kart polskiej historii.


Jan Paweł II przypominał i jednoznacznie oceniał także niedawną przeszłość, historię narzuconego Polsce komunizmu. Jak mówił w Lubaczowie – przypominając także swoje losy jako obywatela PRL-u – „doświadczyliśmy tego wielkiego katolickiego getta. Getta na miarę narodu”. Jak uczył Ojciec Święty racje nie były równo rozłożone „po obu stronach”, a PRL nie był „najlepszą Polską, jaka mogła wówczas istnieć”. W Białymstoku 5 czerwca 1991 roku Jan Paweł II przypominał o pilnej konieczności przezwyciężania „następstw ustroju, który okazał się ekonomicznie niewydolny, a etycznie szkodliwy”.


Dzień później w Olsztynie Ojciec Święty wypowiedział jedno z kluczowych zdań całej pielgrzymki: „Zachłystujemy się tą wolnością, której przedtem nam odmawiano […], ale równocześnie zapominamy o tym wymiarze podstawowym, że nie ma prawdziwej wolności bez prawdy. Tylko prawda czyni wolność”. Do tej kwestii powrócił Jan Paweł II przemawiając 8 czerwca 1991 roku na Zamku Królewskim w Warszawie do władz RP, mówiąc, że „wolność nie gruntuje się inaczej, jak tylko przez prawdę”.

Warto w tym kontekście przypomnieć papieskie nauczanie z 1991 roku o pojęciu – jakże nośnym na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku w Polsce – „neutralności światopoglądowej państwa”. W swojej lubaczowskiej homilii (2 czerwca 1991) Jan Paweł II rozróżniał między dbałością państwa o „wolność sumienia i wyznania wszystkich swoich obywateli” a „postulatem, ażeby do życia społecznego i państwowego w żaden sposób nie dopuszczać wymiaru świętości”. Ten ostatni był – jak uczył Jan Paweł II w Lubaczowie – „postulatem ateizowania państwa i życia społecznego i niewiele ma wspólnego ze światopoglądową neutralnością”. Raczej miał na celu ponowne wtłoczenie polskich katolików do wielkiego getta, jak w czasach PRL-u.


Podczas Mszy Świętej odprawianej 9 czerwca 1991 roku w Warszawie na zakończenie całej pielgrzymki Ojciec Święty nauczał, że prawdziwe problemy są dopiero przed państwem i narodem. Nie istnieje jakiś polski odpowiednik „końca historii”. Wręcz odwrotnie. „Suwerenna podmiotowość jest nie tylko osiągnięciem, ale także nowym wyzwaniem” – jak uczył papież 9 czerwca 1991. I dalej: „Egzamin z naszej wolności jest przed nami. Wolności nie można tylko posiadać. Trzeba ją stale zdobywać”.


Wolność się zdobywa, do wolności trzeba wychowywać w świetle Prawdy. Któż dzisiaj powtarza wołanie (jeśli nie krzyk) Jana Pawła II z Kielc 4 czerwca 1991: „Tak, trzeba wychowania do wolności, trzeba dojrzałej wolności […] nie można stwarzać fikcji wolności, która rzekomo człowieka wyzwala, a właściwie go zniewala i znieprawia”.


Jedyną gwarancją dla wolności, także tej budowanej po 1989 roku w Polsce, jest Prawda. Stąd oparcie całego papieskiego nauczania w 1991 roku o skałę Dekalogu. To Słowa Boga wyryte na kamiennych tablicach, a następnie potwierdzone i wypełnione przez Syna Bożego są jedynym zabezpieczeniem rozwoju i wolności Polski. Bynajmniej nie hasło „wejścia do Europy”.

"Wyborcza" się oburzyła


We Włocławku 7 czerwca 1991 roku Jan Paweł II wołał: „Przede wszystkim my wcale nie musimy do niej [Europy] wchodzić, bo my w niej jesteśmy […]. Nie musimy do niej wchodzić, ponieważ ją tworzyliśmy. Tworzyliśmy ją z większym trudem aniżeli ci, którym się przypisuje, albo którzy sobie przypisują patent na europejskość wyłącznie!”. Jednocześnie Papież przypominał, że to nie takie czy inne traktaty wspólnotowe były spoiwem kultury europejskiej – „tworzyli ją męczennicy trzech pierwszych stuleci, tworzyli ją także męczennicy na wschód od nas w ostatnich dziesięcioleciach, tworzył ją ksiądz Jerzy [Popiełuszko], On jest patronem naszej obecności w Europie za cenę ofiary z życia”.


Homilia we Włocławku szczególnie rozsierdziła recenzentów z GW. Zwłaszcza zaś słowa Jana Pawła II o tym, że „Europa potrzebuje odkupienia” (i konsekwentnie „świat potrzebuje Europy odkupionej”). Nie podobała się papieska diagnoza duchowego stanu Europy, która u progu dwudziestego pierwszego wieku stoi na rozdrożu, stoi – jak mówił we Włocławku Biskup Rzymu – przed wyborem „dwóch dróg”: „wolności, do której Chrystus nas wyzwolił, czy też wolności od Chrystusa”.


Jan Paweł II mówił przy tym wyraźnie, że wygrywa ta druga opcja. W swojej homilii na zakończenie pielgrzymki w Warszawie 9 czerwca 1991 roku Ojciec Święty stwierdzał: Żyjemy tak, jakby Bóg nie istniał – i to jest też część ducha europejskiego, część europejskiej, nowożytnej tradycji”. Słowa te korespondowały z wygłoszonym (a raczej wykrzyczanym) dwa dni wcześniej we Włocławku wezwaniem do walki z „cywilizacją pożądania i użycia, która panoszy się wśród nas i nadaje sobie nazwę europejskości” i dramatycznym pytaniem postawionym przez papieża: „Czy jest to cywilizacja, czy raczej antycywilizacja? Kultura – czy anty-kultura?”.


Jak pisał jeden z komentatorów GW, „Papież przyjechał i nie pochylił się nad polską biedą, rozczarowaniem, rozpaczą. Nakrzyczał, a ludzie zgnębieni boją się krzyku i zamykają się w sobie. Przedstawił Kościół groźny: Kościół miecza, grzechu i piekła, a nie miłości, miłosierdzia i zrozumienia”. (J. Wartenstein- Żuławski, GW, 19 czerwiec 1991).


Dawid Warszawski udowadniał zaś, że przypominanie przez Jana Pawła II rycerskich wątków z polskiej historii godzi w… pojednanie polsko – ukraińskie. Bowiem, jak uczył rzeczony redaktor GW, „nie można także, wywodząc polską tożsamość z chrześcijaństwa, powielać narodowych mitów […] i zarazem oczekiwać, na przykład, pojednania z Ukraińcami” (GW 13 czerwca 1991).


Sądząc po histerycznych reakcjach z 1991 roku i ciągłym przemilczaniu tego papieskiego nauczania w naszych czasach, święty Papież trafił w samo sedno.

Autor: Grzegorz Kucharczyk
Źródło: http://www.pch24.pl/o-tym--jak-ojciec-swiety-nakrzyczal-na-polakow,22544,i.html


Drukuj   E-mail