headerimg

Misjonarz musi byc i kucharzem i stolarzem.

Z ks. dr. Czesławem Noworolnikiem, sekretarzem Komisji Episkopatu Polski ds. Misji, rozmawia Alicja Dołowska

Przyszli misjonarze uczą się czterech języków: angielskiego, francuskiego, hiszpańskiego lub portugalskiego, w zależności od kraju przeznaczenia. Uczestniczą w wykładach z teologii, kultury, historii misji, w zajęciach z medycyny tropikalnej, które psychicznie pozwalają się przygotować do nowego wyboru życiowej drogi

Alicja Dołowska: - W jakim celu Komisja Episkopatu organizuje zjazd wakacyjny polskich misjonarzy?

Ks. dr Czesław Noworolnik: - Stwarzamy możliwość spotkania się misjonarzy przebywających w Polsce na urlopach. Jest to okazja do poznania się, nawiązania kontaktów, lub przypomnienia sobie osób, z którymi czasem przez wiele lat nie miało się nawet możliwości rozmowy. Bo jeśli ktoś pracuje w Ameryce Południowej, a ktoś inny w Afryce, to właśnie w wakacje, na takim zjeździe, jest możliwość spotkania się po wielu latach. To też okazja, żeby zostać poinformowanym, co się w Polsce przez czas ich nieobecności w kraju zmieniło. Zawsze staramy się te spotkania tak przygotowywać, żeby misjonarze spotkali się z reprezentantami polskiego Kościoła, ale także z ludźmi innych środowisk. Toteż umożliwiamy im spotkania z przedstawicielami mediów, także ze światem związanym z polityką, po to, żeby po 3 latach nieobecności w kraju, bo najczęściej urlop mają raz na 3 lub 2 lata, misjonarze byli w polskiej rzeczywistości zorientowani. Takie zjazdy są już tradycją. To nie tylko czas wykładów i referatów, ale również zawiązywania wspólnoty. Spotykamy się w rodzinie. To jest przecież rodzina misyjna.

- Jak by Ksiądz określił misjonarzy, jacy to są ludzie? Nie każdy człowiek jest przecież gotowy porzucić kraj, w którym wzrastał, jechać na koniec świata i głosić Ewangelię.

- Misjonarze to są zupełnie niezwykli ludzie. Oni wszędzie czują się jak w rodzinie. Dajemy im możliwość obcowania ze sobą podczas urlopów, zapraszając tutaj do Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie. I oni z tego korzystają, bo świetnie się rozumieją i znakomicie ze sobą czują. Jest to również czas modlitwy. Modlimy się wspólnie polecając Bogu sprawy powołań misyjnych. Modlimy się za tych współbraci misyjnych, którzy mają jakieś trudności, problemy, przeżywają rozterki. Modlimy się w intencji Kościoła, w intencjach podopiecznych, ludzi, którzy dzięki misjonarzom przyjmują wiarę. Tak więc pod każdym względem jest to spotkanie, które ma umocnić. W tym roku staramy się je przeżywać pod tym samym hasłem, jakie poddał nam Benedykt XVI przyjeżdżając z pielgrzymką do Polski - Trwajcie mocni w wierze. Umacniamy się zatem w wierze, umacniamy w przyjaźniach, we wzajemnym zrozumieniu i życzliwości.

- Jak wytłumaczyć przeciętnemu człowiekowi, co to takiego jest misja?

- My używamy zawsze liczby mnogiej - misje. Misja dotyczy pojedynczego człowieka. Natomiast Kościół zawsze mówi o misjach, czyli ewangelizowaniu, głoszeniu Dobrej Nowiny. Zgodnie ze wskazaniami soborowymi zawartymi w dekrecie Ad gentes misje są skierowane do pogan w tych rejonach, gdzie Kościół katolicki i Ewangelia nie są jeszcze znane lub mało znane, bo się jeszcze nie zakorzeniły.

- Ilu polskich misjonarzy sprawuje misje na świecie?

- Obecnie dokładnie 2081. Nasi misjonarze są w 94 krajach świata. Niestety, Polska, wbrew powszechnemu przekonaniu, wcale nie jest najliczniej reprezentowana. Największą liczbę misjonarzy mają Hiszpanie i Włosi. Hiszpanie około 16 tysięcy, Włosi 14 tysięcy. My plasujemy się w pierwszej dziesiątce, ale za takimi krajami jak Francja, Belgia czy Wielka Brytania.

- A gdzie polskich misjonarzy jest najwięcej?

- Bez wątpienia w Afryce i Ameryce Południowej. Jeśli chodzi o Afrykę, to najwięcej polskich misjonarzy jest w takich krajach jak Kamerun, Zambia, Tanzania, również w RPA. Natomiast w Ameryce Południowej najwięcej pracuje na misjach w Brazylii, Argentynie i w Boliwii.

- Jak długo przebywają na misjach?

- Czasowego limitu nie ma. My nawet twierdzimy, że jeżeli ktoś przebywa na misjach dłużej niż 15 lat, to raczej już stamtąd nie wraca. Natomiast z zasady, w zależności od warunków klimatycznych, średnia pobytu to 12-13 lat.

- Czy są i tacy, którzy nie wytrzymują oddalenia, załamują się, bo trudy misji ich przerosły?

- Jak wszędzie, i my mamy przypadki załamania, rezygnacji, powrotów. Nie są one liczne, ale zdarzają się. Najczęstszym powodem jest inne wyobrażenie posługi misyjnej, która jest po prostu bardzo ciężką pracą. Przeważnie powroty dotyczą tych właśnie ludzi, którzy nie przemyśleli do końca, co będą tam robili i po co jadą. Twierdzę, że jeśli ktoś ma motywację, to nawet w trudnych warunkach potrafi sobie ułożyć pracę i stosunki z innym kulturowo otoczeniem. I Boża Opatrzność go nie opuści. Natomiast powroty najczęściej zdarzają się wtedy, kiedy ktoś nie rozeznał w pełni powodów, dlaczego na misje jedzie.

- Czy przyszli misjonarze są w jakiś sposób przygotowywani do pełnienia misji? Czy mogą wyjechać dopiero po jakimś czasie?

- Wygląda to różnie w różnych zgromadzeniach zakonnych. Są zgromadzenia typowo misyjne, gdzie siostry i zakonników przygotowuje się już od początku, od postulatu, od nowicjatu do wyjazdu na misje. Te zgromadzenia mają formację specjalnie nastawioną na to, by ludzi przygotować do opuszczenia kraju i wyjazdu na placówki misyjne. Poznają kulturę danego kraju, język i obyczajowość. Uczy się ich także teologii. Nasze Centrum Formacji Misyjnej powołane przez Komisję Episkopatu Polski ds. Misji zajmuje się przygotowaniem księży diecezjalnych, osób świeckich i członków tych zgromadzeń, które nie mają u siebie takich typowo misyjnych formacji.
U nas formacja trwa rok. Jest to bezpośrednie przygotowanie do wyjazdu. Powiedziałbym jednak, że zasadnicze przygotowanie odbywa się wcześniej, bo ktoś kto chce wyjechać musi się trochę zainteresować krajem docelowym i warunkami pracy. Natomiast u nas bezpośrednie przygotowanie polega na przygotowaniu językowym: uczą się czterech języków: angielskiego, francuskiego, hiszpańskiego lub portugalskiego, w zależności od kraju przeznaczenia. Ale nie tylko. Prowadzimy wykłady z teologii, kultury, historii misji, zajęcia z medycyny tropikalnej, które psychicznie pozwalają przyszłym misjonarzom przygotować się do wyboru nowej życiowej drogi.

- Czy na misjach są również katechetami w szkołach?

- Misjonarze są wszystkim. Wyjeżdżając muszą być od wszystkiego. Misjonarz musi być mechanikiem samochodowym, kucharzem, stolarzem, hydraulikiem, umieć w razie awarii zreperować sobie instalację elektryczną, ale przede wszystkim jest tym, który głosi Słowo Boże, przygotowuje do sakramentów.

Ks. Czesław Noworolnik jest sekretarzem Komisji Episkopatu Polski ds. Misji. Do głównych zadań tej komisji należy: przeprowadzanie animacji misyjnej, budzenie i rozwój świadomości oraz gorliwości misyjnej wśród katolików, formacja i opieka nad misjonarzami, zbieranie funduszy misyjnych.

Za: http://niedziela.pl/artykul/47034/nd/Misjonarz-musi-byc-kucharzem-stolarzem