Szewc

W mieście Marsylia żył pewien stary, nie mający rodziny szewc. Był jednak  kochany i szanowany przez swoich sąsiadów, którzy nazywali go - Ojciec Marcin. Pewnej Wigilii Bożego Narodzenia siedząc samotnie w swoim sklepie i  czytając fragment Pisma Św. o wizycie mędrców i ich darach dla Jezusa, pomyślał:
- Gdyby Jezus narodził się w Marsylii dzisiaj, wiem, co mógłbym Mu dać.
Wziął z półki dwa malutkie buciki zrobione z mięciutkiej białej skórki, z błyszczącymi srebrnymi sprzączkami.
- Dałbym Mu to - moje najlepsze dzieło - powiedział.
Odłożył buciki, zgasił świeczkę i poszedł spać. Nim jednak zdążył zamknąć oczy, zdawało mu się, że słyszy głos wołający:
- Marcinie, Marcinie!
Miał wrażenie, że ktoś jest z nim w pokoju, chociaż nikogo nie widział. Nagle głos odezwał się znów.
- Marcinie, życzyłeś sobie zobaczyć mnie. Jutro będę przechodził koło twojego okna. Jeśli mnie zobaczysz i zaprosisz do środka, będę twoim gościem.
Ojciec Marcin z radości nie mógł spać. Zanim jeszcze zaświtało, wstał i zaczął przygotowywać swój mały sklep dla wspaniałego gościa. Zamiótł podłogę, zrobił wianek ze świeżych gałązek świerkowych i ozdobił ściany. Na stole przykrytym czystym, lnianym obrusem położył bochenek białego chleba, słoik miodu i dzbanek mleka. Nastawił wodę na  herbatę i cierpliwie czekał przy oknie.
Zobaczył starego zamiatacza ulic przechodzącego obok, chuchającego w swoje spracowane ręce, aby je ogrzać
- Biedak musi być zmarznięty - pomyślał Marcin. Otworzył drzwi i zaprosił go do środka.
- Wejdź mój przyjacielu na filiżankę herbaty i ogrzej się.
Zamiatacz  wdzięcznie przyjął zaproszenie. Godziny mijały, a szewc czekając przy oknie zobaczył młodą, nędznie ubraną kobietę niosącą małe dziecko. Kobieta przystanęła na chwilę pod dachem, chroniąc się przed wiatrem. Szewc szybko otworzył drzwi.
-  Proszę wejdź i ogrzej się - powiedział do niej.  - Nie wyglądasz dobrze - zauważył.
- Idę do szpitala. Jestem chora, życie ze mnie ucieka.
- Biedne dziecko - westchnął ojciec Marcin.
- Może coś zjesz - zapytał. - Nie, nie - odmówiła kobieta.
- Więc pozwól, że przygotuję trochę ciepłego mleka dla twojego maleństwa. Ach, jaki słodki mały chłopczyk! Dlaczego nie włożyłaś mu bucików!?
- Nie mam dla niego bucików - westchnęła matka smutnie.
- Więc dostanie buciki, które przygotowałem wczoraj!  Ojciec Marcin zdjął z półki  małe białe buciki, te którymi zachwycał się poprzedniego wieczora i wsunął je na nóżki dziecka. Pasowały jak ulał. Wkrótce matka odeszła ze łzami wdzięczności.
Ojciec Marcin powrócił do czuwania przy oknie. Mijała godzina za godziną i chociaż wielu przeszło koło jego okna i wielu doświadczyło tego dnia jego gościnności, oczekiwany gość nie pojawił się.
- To był tylko sen- westchnął z ciężkim sercem - uwierzyłem, ale On nie przyszedł.
Nagle coś ukazało się jego zmęczonym oczom, pokój wypełnił się dziwnym światłem. Zdziwiony szewc  zobaczył przechodzące jedna po drugiej postacie, rozpoznał w nich biednego zamiatacza ulic, chorą matkę z dzieckiem na ręku i wszystkich pozostałych, którym pomagał tego dnia. Każdy z nich uśmiechał się do niego i mówił:
- Czy widziałeś mnie dzisiaj?  Czy siedziałem przy twoim stole?
Potem zniknęły. A w nocnej ciszy Ojciec Marcin usłyszał delikatny głos powtarzający znajome słowa z Pisma Świętego:
"Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście mnie; byłem nagi, a przeodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie."
" Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? Albo spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cie?  Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?"
"Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili."

Ewangelia wg.św. Mateusza 25, 35-40
Lew Tołstoj

 
 
 
 

Drukuj   E-mail