Parafia Matki Bożej Zwycięskiej w Poznaniu

Archidiecezja Poznańska

Nie wstydzę się Jezusa

Źródło: http://www.mt1033.pl/

Żyjemy w świecie, w którym Boga odstawia się na dalszy plan. Samozwańcze „autorytety”, wykorzystując potęgę mediów, stawiają się ponad Prawdą, wyszydzając Dobro, poniżając Miłość, atakując Kościół Katolicki.

Brakuje odwagi
Nawet św. Piotr zaparł się Jezusa. Zrobił to ze strachu. Ale chwilę potem zrozumiał swój błąd i gorzko zapłakał… Dzisiaj również młodzi ludzie boją się przyznać do tego, co głęboko skrywają w swoich sercach – wiary w Boga. Dodajmy im odwagi!

Duchowa batalia
Przez akcję „Nie wstydzę się Jezusa” chcemy obudzić sumienia Polaków. Młodych i dojrzałych.
Stań do walki z samym sobą! Ze wstydem i obojętnością. Zdecydowanie opowiedz się za Jezusem i własną postawą nakłoń innych do odważnego wyznania wiary.

Dołącz!
Chcesz podjąć walkę ze złem w swoim otoczeniu?

daj świadectwo
zamów symbol akcji: brelok „Nie wstydzę się Jezusa”
i noś go w widocznym miejscu.


Wymagasz od siebie więcej?

spełniaj duchowe uczynki miłosierdzia:

upominaj grzesznych, pouczaj nieumiejętnych, doradzaj wątpiącym, pocieszaj zasmuconych, cierpliwie znoś krzywdy, chętnie daruj urazy i módl się – za żyjących i zmarłych.

To naprawdę niewiele, ale jak wielką korzyść przyniesie! – dla Ciebie, Twoich przyjaciół i bliskich!

Dowiedz się, jak wypełniać duchowe uczynki miłosierdzia.

Deklarujesz wypełnić przynajmniej jeden uczynek miłosierdzia wobec duszy dziennie?
Dołącz!
Razem utworzymy Krucjatę Młodych!

Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie. (Mt 5,12)
– Jezus nigdy nie zapomni, że pomimo trudów, obaw i przeciwności, zdobywasz dla Niego dusze.


Zamawiam brelok"Nie wstydzę się Jezusa"      Chcę spełniać duchowe uczynki miłosierdzia

 

Robert Lewandowski

Napastnik piłkarskiej reprezentacji Polski oraz Borussii Dortmund

 

Przyjąłem ten breloczek, ponieważ jestem katolikiem i nie wstydzę się Jezusa, ani swojej wiary. Wiem, że Pan Bóg na pewno cały czas nade mną czuwa.

Jeśli chodzi o wiarę, to wiadomo, że we współczesnym życiu i świecie wszystko idzie bardzo szybko, nieraz zapominamy o naszych wartościach i o tym, co tak naprawdę jest dla nas najważniejsze. Dlatego też ta wiara pomaga mi na boisku, ale też i poza nim, aby być po prostu dobrym człowiekiem i popełniać jak najmniej błędów.

Krzysztof Jędrzejewski

Jeden z najbogatszych Polaków

 

Nazywam się Krzysztof Jędrzejewski, zarządzam grupą Kopex, która zatrudnia ponad 6000 pracowników w Polsce i w firmach na całym świecie.

Nie wstydzę się mówić o Bogu, że Bóg jest dla mnie najważniejszy. W biznesie często spotykam się z niezrozumieniem i konsternacją, natomiast to nie w żaden sposób nie powstrzymuje przed tym, aby na ten temat mówić, pomimo że nie wszyscy to rozumieją.

W polskiej tradycji mówienie na temat wiary jest uznawane za coś bardzo osobistego, o czym nie wypada mówić w sposób publiczny, natomiast uważam, że jest to kwestia jednak najważniejsza, o której powinniśmy mówić i poprzez własne świadectwo możemy poruszyć, a co najmniej zastanowić inne osoby.

Jeśli Bóg w Biblii mówi, abyśmy głosili Jego ewangelię, głosili Jego Słowo, to chcę postępować zgodnie z Jego nakazem, z Jego słowami. Nie wstydzę się Jezusa zachęcam do odważnego mówienia o swojej wierze.

Siatkarze Resovii Rzeszów

Mistrzowie Polski A.D. 2012

Wyjątkowe świadectwo otrzymaliśmy 30 grudnia 2011 r. z Rzeszowa. Tego dnia odbyło się spotkanie siatkarzy Resovii z sympatykami, na którym grupa zawodników stanęła do zdjęć z brelokami akcji "Nie wstydzę się Jezusa".

W krótkiej rozmowie z naszym korespondentem Jackiem Kotulą, brązowi medaliści PlusLigi z 2011 roku: kapitan drużyny Olieg Achrem, Krzysztof Ignaczak (reprezentant Polski), Wojciech Grzyb, Łukasz Perłowski, Marko Bojić i Paul Lotman wyrazili się z uznaniem o prowadzonej przez Krucjatę Młodych akcji i stanęli do zdjęć ze znanym już w wielu miejscach Polski brelokiem. 






Radosław Pazura

Aktor
Mogę śmiało powiedzieć, że nie wstydzę się Jezusa, wręcz przeciwnie - jestem dumny, że wierzę w niego i że tak naprawdę to daje mi siłę.

My wszyscy wierzymy w Boga i nie wstydzimy się Pana Jezusa. Ale myślę, że jest jeden problem, polegający na tym, że czasami możemy o nim zapomnieć. Wydaje mi się, że to jest sedno sprawy. Tak jest teraz świat skonstruowany, że niestety są sytuacje, kiedy najnormalniej w świecie o nim zapominamy. I myślę, że to jest ważne, nawet kiedy o nim zapomnieliśmy, żeby sobie o nim przypomnieć. Życzę wszystkim, żeby był w życiu każdego z Was taki moment, kiedy możecie zauważyć, że on jest i on jest najważniejszy...

Wszystko się dzieje przez Niego, wszystko się dzieje dla Niego. Jeżeli o tym będziemy pamiętać to, wydaje mi się nasze życie będzie się układało tak, jak powinno się układać, czyli zgodnie z Jego wolą, co oczywiście nie jest bardzo proste i łatwe ale jest do zrobienia. Sednem sprawy jest, aby nie zapominać i się Go, broń Boże nie wstydzić - bo to już jest katastrofa. By odważnie wyznawać wiarę w Niego i nie bać się wtedy niczego, bo nic się nie może stać...
...jeżeli Bóg z nami to, któż przeciwko nam!

Mumio: Jadwiga i Dariusz Basińscy


- członkowie grupy Mumio

Dariusz Basiński: Będę nosił ten brelok, na pewno. Nawet myślę, że w kilku egzemplarzach, bo dostaliśmy kilka. Przypnę w różne miejsca. Tak jak było w Izraelu, nosili na czole, na rękawie, na drzwiach te słowa: „Pamiętaj Izraelu, Pan jest naszym Bogiem, Pan jest Jedyny”. Krótko mówiąc, nosili to wszędzie, żeby pamiętać.

Jadwiga Basińska: Ja będę nosiła brelok i zachęcam do duchowych uczynków miłosierdzia. Będę się modliła, żebym i ja o nich pamiętała.

DB: Zostaliśmy zaproszeni do tego, żeby powiedzieć parę słów o akcji noszenia breloków i czynienia duchowych uczynków miłosierdzia. Na breloczku jest bardzo ważny napis: „Nie wstydzę się Jezusa” i krzyż. Ja myślę, że będę go nosił, bo to akurat nie będzie mnie specjalnie wiele kosztowało, tyle że wiem, że za tym coś powinno iść. Tu jest pewien kłopot, bo ja jak się czegoś wstydzę, to wstydzę się tego… że niby ten krzyż jest w moim życiu obecny i że noszę go tutaj. Teraz będę go nosił na tym breloku, chociaż niechętnie wchodzę na krzyż w życiu. Nie tak jak Jezus, który się nie bronił – ja się bronię. I w tym sensie obawiam się tylko jednego: że będę wielkim hipokrytą, kiedy będę go nosił, ale myślę, że i tak warto, bo to jest najważniejsze, co można mówić i co można pokazywać. To jest najpiękniejszy symbol miłości, który w ogóle istnieje i istniał kiedykolwiek. I to jest najprawdę jedyna prawda. A to, że słabo to wypełniam i słaby ze mnie świadek Chrystusa to myślę, że jest też kwestia tego, żeby się nie gorszyć tym i żeby dać Jemu, Jezusowi, szansę, żeby to we mnie zmieniał, i staram się Mu tę szansę dawać. Przynajmniej tyle mogę jakoś zrobić, tyle mogę powiedzieć. Też mogę powiedzieć jedno: dlaczego powiedziałem, że dla mnie to nie problem to nosić? Bo ja zawsze lubiłem się sprzeciwiać głównemu nurtowi, czy to w muzyce, czy w ogóle w sztuce, tak samo w życiu. To słowo „Jezus”, które przegania wszelkie zło i wszelkie demony, jest niestety bardzo pomijane i bardzo „wykropkowywane” często w świecie. A ponieważ ja jestem gdzieś tam „offowy”, to mi to odpowiada, na zasadzie buntu przeciwko rzeczywistości, która niezwykle mnie uwiera, ja takiej rzeczywistości nie chcę. Nie chcę rzeczywistości, która eliminuje Jezusa, która eliminuje krzyż, też krzyż w sensie cierpienia, bo krzyż to jest cierpienie. Myślę, że - wrócę do tego, co mówiłem na początku wypowiedzi - właśnie noszenie krzyża to jest też zgodzenie się na to, żeby być prześladowanym, przyjęcie postawy niebronienia się, tylko świadczenia swoim życiem o Jezusie, z czym – jak już mówiłem – za łatwo nie jest. Ale myślę, że brelok pomoże i zawsze pomaga.

JB: Ja chciałabym powiedzieć, że jak dostaliśmy telefon w związku z tą akcją z brelokiem, to oczywiście podeszłam do tego tematu bardzo entuzjastycznie: „Tak, tak! Oczywiście, że tak! Będę nosiła brelok!” To jest prawda, tak będzie. Natomiast bardzo często w takich sytuacjach oczywiście przychodzi refleksja i ta refleksja jest taka, że jadę w Warsie pociągiem i przed posiłkiem myślę, czy się przeżegnać czy nie... Czy mnie na to stać? Czasem mnie stać, czasem mnie nie stać. Jestem gdzieś na planie reklamowym, czy filmowym i mam w torbie książeczkę o różańcu, a obok siedzi operator, który czyta o Dalajlamie. Prawdopodobnie ten ktoś jest traktowany jako „człowiek poszukujący”, a ja jestem „badziewiarzem”, który ma taką książeczkę. Dlaczego tak jest? Dlaczego my tak o sobie myślimy, dlaczego ja tak o sobie myślę? Jezus na to oczywiście pozwala i pozwala się krzyżować, i pozwala nam na to, żebyśmy do tego stopnia upokarzali siebie i Jego, żeby tak myśleć. Natomiast mam nadzieję, że ten breloczek jest jakimś znowu kolejnym krokiem do tego, żeby szukać Jezusa, żeby pogłębiać swoją wiarę. Dlaczego? Nie po to tylko, żeby go nosić, chociaż to też jest bardzo ważne, ale że jak na niego spojrzę, to sobie przypomnę, o czymś, co już kiedyś podjęłam. Może to jest duchowy uczynek miłosierdzia, nie mam pojęcia, ale zdarza mi się – i mam nadzieję, że ten breloczek będzie mi o tym przypominał – kiedy ktoś w trakcie rozmowy kpi sobie z Jezusa, z Kościoła, atakuje mnie lub kogokolwiek, to rozmawiając z tą osobą, modlę się za nią, proszę Pana Boga, by jej nie sądził, nie chcę się poczuć lepszą od niej. Chciałabym, żeby ten breloczek przede wszystkim w tym mi pomagał. Ja nie jestem taką osobą poukładaną, nie mam niczego w życiu zaplanowanego, niestety. Dla mnie dużym wyzwaniem byłyby codzienne uczynki miłosierdzia tego typu, ale dlaczego nie? Tego jeszcze nie wiem, to jest na razie pierwszy krok, on nie musi być zawsze bardzo spektakularny. Nie zawsze to jest tak, że mamy breloczek i codziennie musimy coś zrobić. To nie jest tak, że musimy się pomodlić, bo jak się nie pomodlimy to już jest koniec i jesteśmy do niczego...

DB: Przepraszam, że wejdę w słowo. Dobrze, że powiedziałaś to słowo „musimy”. Bo ja myślę, że bardzo często ludzie, którzy atakują Kościół czy śmieją się z Chrystusa, czy traktują to wszystko jako rzecz niepoważną, rozumieją chrześcijaństwo jako ideologię, jako coś co mówi: „musisz... trzeba...”. Jeśli tak rozumieją to, to nie jest chrześcijaństwo. Jeśli ktoś, użwając słowa „musisz”, mówi o Chrystusie, to na pewno to nie jest chrześcijaństwo. Kiedy jest jakiekolwiek „musisz”, wtedy nie ma mowy o Chrystusie. Myślę, że to jest odpowiedź tylko na Jego krok, który dzieje się cały czas, na Jego wyciągnięcie duchowe ręki. Ta odpowiedź może pochodzić z modlitwy, z szukania relacji, ale nigdy nie ma przymusu, nie ma „muszę”. To jest genialne w chrześcijaństwie, że nie ma tego, co jest w sektach, nie ma tego przymusu. Jest to wolność, która daje nam nadzieję prawdziwej relacji z Bogiem, bo przecież jak ja sobie pomyślę, że muszę być z Jadwigą, bo „muszę”, bo „trzeba”, to jest to jakieś potworne myślenie o relacji. Myślę, że zupełnie inaczej wygląda.

JB: (...) Muszę mieć ten breloczek, ale nie muszę codziennie zwyciężać, ja nie jestem do niczego zmuszona. Mam nadzieję, że będę pamiętała o tym, żeby po każdym upadku wstać, żeby modlić się o to, żeby Jezus dał mi siły, żeby wstawać. Teraz mi się przypomniała historia naszego kabaretu Mumio... mamy ile lat? Jedenaście, dwanaście... To jest niesamowite, że Pan Bóg stawia różne osoby na naszej drodze, tylko trzeba być czujnym i je zauważyć. Pan Bóg postawił przed nami kiedyś księdza Stefana Czernińskiego, którego pozdrawiamy, a który był spowiednikiem naszej grupy.

DB: Nie spowiadaliśmy się grupowo – proszę tego tak nie rozumieć. (śmiech)

JB: Chodzi o to, że to była taka ważna rzecz w naszym życiu zawodowym i prywatnym. Mówi się o małżeństwie, ale też bardzo trudno jest stworzyć grupę, tworzyć zespół, który ze sobą razem pracuje, żeby starać się być w szczerości ze sobą i jak najbardziej uczciwie, i żeby prędzej czy później ten zespół się nie rozpadł. Wiadomo, że jesteśmy słabi, jesteśmy narażeni na pokusy zazdrości i tego, że ktoś jest w czymś lepszy albo gorszy. To też nas, proszę Państwa, dopadało i dopada. Jeździliśmy do ks. Stefana sukcesywnie takim naprawdę „nabuzowanym” samochodem, z „nabuzowanym” naszymi sądami i wzajemnymi niechęciami. Po spowiedzi mieliśmy jasność i pewność, i czuliśmy się wolni, i Jezus ściągał z nas te wszystkie nasze grzechy, które dotyczyły wzajemnych relacji i obciążania siebie różnymi rzeczami. Ja myślę, że to jest jeden z powodów, dla których ciągle jesteśmy razem zawodowo jako grupa.

DB: Mnie się jeszcze skojarzyła jedna rzecz: mówimy o krzyżu, który pokazuje, że to wszystko to nie jest zabawa. Jest kwestia wejścia na krzyż, chrześcijanin się przed nim nie broni. Krzyż jest takim genialnym miejscem, pod którym możemy składać te wszystkie nasze niemoce, i one zostają przemienione, ponieważ później przychodzi Zmartwychwstanie. W krzyżu jest oczywiście śmierć, ale jest i Zmartwychwstanie. To jest genialne... myślę, że ja doświadczyłem tego jakoś, że kiedy naprawdę te swoje zgorszenia sobą, różne bardzo złe rzeczy oddaję Chrystusowi, to mnie naprawdę przemienia i w tym jest życie. Myślę, że takich cudów doświadczyłem w życiu. To jest niewiarygodne, że to nie jest smutna śmierć. To jest śmierć, która ma w sobie zalążek życia, prawdziwego życia. Życia też w sensie podnoszenia się, ale nie samemu właśnie, z upadków. Często myślimy, że to my sami musimy coś zrobić, to wszystko naprawdę robi Duch Święty. To jest nieprawdopodobne, ale prawdziwe.

Robert ”Litza” Friedrich


- polski gitarzysta i wokalista – m.in. 2Tm2,3 i Arka Noego.
Dostałem przed chwileczką taki breloczek, na którym jest napisane „Nie wstydzę się Jezusa”. Można nosić taki breloczek, a można zapytać: czy ten breloczek da się zastąpić swoim życiem, tzn. czy można byłoby w jakikolwiek sposób poznać, że rzeczywiście się Go nie wstydzę? Przychodzi mi do głowy tylko radykalna postawa: wtedy widać, że ktoś nie wstydzi się Chrystusa, mało tego – w Niego wierzy i ma ufność, że Jego zmartwychwstanie jest początkiem nowego życia, jego samego, czyli mnie...

Miałem taką płytę zespołu Flapjack, tytuł płyty był „33”. Chcieliśmy dać ten fragment z Ewangelii: Mt 10,33. Myślałem, żeby takie coś zaśpiewać: „Kto się Mnie nie zaprze przed ludźmi, tego się nie zaprę i Ja przed Ojcem”, ale na tamten czas to było jeszcze za mocne. Dzisiaj mogę powiedzieć, że to co robimy z Arką Noego, to co staramy się robić z zespołem 2Tm 2,3, to co staramy się robić w rodzinach, we wspólnotach jest niczym innym jak powiedzeniem głośnym wszystkim naokoło – może to nie jest popularne – że w Kościele i Chrystusie jest życie. Nie wstydzę się Jezusa!

Muszę powiedzieć o takich dwóch bardzo ważnych rzeczach, o których się zapomina. Chrześcijaństwo to jest przede wszystkim umieranie dla nieprzyjaciół, kochanie nieprzyjaciół, akceptowanie krzyża. Co to znaczy akceptowanie krzyża? Ja mam siódemkę dzieci, mam żonę. Jakbym tu teraz powiedział, że moim krzyżem jest być mężem i ojcem, to wielu mogłoby się zgorszyć, ale przecież na krzyżu jest życie. Jeśli małżeństwo jest krzyżem Zmartwychwstałego Chrystusa, to człowiek na tym krzyżu wypoczywa i jest zadowolony, i czuje, że to życie ma sens, i to cierpienie na krzyżu też ma sens. Ale kiedy człowiek nie akceptuje swego krzyża, jest mu bardzo trudno. Wystarczy spojrzeć na nasze rodziny wstecz, na naszych rodziców, którzy nie wytrzymali tego krzyża i krzyż ich przygniótł. Po prostu się rozwiedli: rodzice moi i mojej żony. Kiedy ja się poznałem z moją dziewczyną, chcieliśmy budować nasze małżeństwo na jakimś fundamencie, który się nie rozwali po miesiącu, dwóch miesiącach albo po paru latach. Chcieliśmy mieć dzieci – widzieliśmy, że to przekracza nasze możliwości, nasze siły – ludzkie możliwości, ludzkie siły… Tak się złożyło, że kiedyś w kościele, w naszej parafii pw. Najświętszego Zbawiciela w Poznaniu na Fredry usłyszeliśmy katechezy, które mówiły o tym, że ruszając taką drogą, jak Abraham możemy mieć wiarę dojrzałą. To znaczy nie taką wiarę, że się wzruszamy, kiedy Ojciec Święty do nas pięknie mówi albo kiedy odchodzi na drugi brzeg, albo kiedy wspominamy Jego beatyfikację czy rocznicę śmierci, tylko żeby raczej się wsłuchiwać się w treść tego, co On mówił przez całe swoje życie i do dzisiaj mówi – bo jako chrześcijanie wierzymy, że ludzie nie umierają. Nasz Bóg jest Bogiem żywych. Oparliśmy się na Jezusie Chrystusie. Weszliśmy do takiej wspólnoty, gdzie obiecano nam, że idąc tą drogą krok po kroku być może będziemy mieli dojrzałą wiarę. To znaczy, że będziemy cieszyć się z tych trudności, które mamy. Jeśli będziemy mieli kogoś, kto nas niszczy, kto nas osądza, kto nas oszukuje, kto o nas źle mówi, to będziemy mu błogosławić. Po ludzku to się po prostu nie da. Pamiętam, kiedyś usłyszałem, że ktoś musi oddać życie, żeby drugi mógł żyć – to zrobił właśnie Chrystus, dlatego się Go nie wstydzę. Ale pytała mnie też młodzież po koncertach – często mamy okazję porozmawiać poważnie, bo w tym hałasie nie da się czasem usłyszeć słów do końca – czy ja kogoś rzeczywiście widziałem, kto oddawał życie, żeby drugi mógł żyć. W każdej rodzinie to jest. To znaczy – byłem przy czterech porodach z siódemki dzieci, które mamy i widziałem, że moja żona jest gotowa oddawać swoje życie, żeby to nowe życie mogło być.

Ja jestem artysta-egoista, jestem muzykiem i wychodzę na scenę nie po to, żeby zająć ostatnie miejsce, ale raczej żeby doceniano to, co robię. To jest sytuacja bardzo trudna – jakby to powiązać z krzyżem Chrystusa, to czasami jest tak, jak po dwóch różnych stronach barykady. Natomiast widzę, że i scena, i twórczość, i sztuka nie dają mi tyle szczęścia, co bycie w tym powołaniu. Bycie mężem, bycie ojcem, ale przede wszystkim bycie chrześcijaninem. Może ja zagmatwałem to wszystko, ale to jest tak poważny temat, że moglibyśmy gadać tutaj godzinami.

Chcę to (brelok) nosić, bo nie wstydzę się Jezusa. On naprawdę odmienił całe moje życie i ten fundament, o którym marzyliśmy z moją dziewczyną, położył i nasze małżeństwo jest trwałe. Ten krzyż, na którym jesteśmy razem z moją żoną, jest złoty, jakby błyszczący Jego Zmartwychwstaniem. To nie jest krzyż, który nas przygniata. Bez Jezusa nie ma szans!

Dostałem cały worek tych breloczków i myślę, że on się przyda, bo teraz ruszamy na trasę koncertową z naszym nowym zespołem Luxtorpeda. Często rozmawiamy o poważnych rzeczach z młodzieżą. Młodzież nie jest głupia i ci, co słuchają rockowej muzyki nie są wcale jakimiś oszołomami czy wariatami. Jest to młodzież, która z jednej strony kontestuje tę rzeczywistość, która jest, a z drugiej strony pyta: „Co w takim razie jest w zamian?”. Jest okazja wtedy gadać z takim starszym gościem jak ja, który mówi: „Słuchaj, zaryzykuj i jeśli zaryzykujesz, i nie będziesz się wstydził Chrystusa, to On czeka, żeby ci pomóc. Tylko rusz – zaryzykuj”. Może wtedy taki breloczek na pamiątkę tego spotkania i tych poważnych rozmów się przyda, kiedy ten człowiek będzie miał jakiś krzyż w swoim życiu, którego nie będzie miał siły nieść, w końcu zawoła: „Jezu, ratuj!”. I Pan Bóg naprawdę ratuje...

Dzisiaj jest:



Imieniny obchodzą:


Liturgia Słowa




Dziś obchodzimy

św. Wawrzyńca z Brindisi, prezbitera i doktora Kościoła św. Apolinarego, biskupa i męczennika

Imieniny

Daniela, Wawrzyńca

myśl dnia
„Jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za to, co robimy, ale także za to, czego nie robimy.”
Molier
czytanie

Wj 11, 10 – 12, 14
Ps 116B
Mt 12, 1-8

liturgia dnia

Newsletter